Kajakowe Eldorado

Archiwum imprez | 2007 | 4. XIII Nadbałtyckie Lato

Prowadzący: Katarzyna Kramek-Romanowska
Termin: 14 - 29.07.2007
Kraje: Estonia
Trasa: rzeka Väike Ema od Sangaste, jez. Võrts, rzeka Õhne, jez. Võrts, rzeka Tarvastu, jez. Võrts, rzeka Tänassilma, jez. Võrts w Valma

Część rekonesansowa

Cała trasa.

Refleksje uczestnika

Spisując po latach odcedzone upływem czasu skondensowane wrażenia powiedzieć można z całą pewnością jedno: była to impreza, która spośród tylu innych pozostanie w pamięci z kilku powodów.

Trasa

Była pod każdym względem bardzo urozmaicona – zabrakło tylko odcinków górskich. Na początku wąska rzeczka z dużą ilością przeszkód, choć w przeszłości regulowana, co spowodowało obniżenie poziomu wód gruntowych i co za tym idzie niewielką ilość wody w rzece, szczególnie tamtego lata. W rezultacie przez dwie połówki dnia więcej szło się rzeką i przeciągało kajaki przez drzewa (monstrualnych zwałek nie było) niż się płynęło, co wszystkim nielicho dało w kość. Dobrze, że korzystając z deszczowej pogody zwiedziliśmy zamek w Sangaste jeszcze przed wyruszeniem w dół rzeki, bo w trakcie wędrówki chyba nikt nie miał by na to siły ani ochoty.

Później nasza Mała Ema (Väike Emajõgi) szybko przybrała postać dużej nizinnej rzeki płynącej wolno, ale za to w bardzo malowniczym otoczeniu i z odkrywkami piaskowców dewońskich miejscami na brzegach, po których zatrzymaliśmy się na jednodniowy biwak w pobliżu Hummuli (zespół pałacowo-parkowy).

Przy wpływaniu od południa na gigantycznych (270 km2) rozmiarów jez. Võrts mieliśmy gratkę nie lada – wiał tylko lekki wiaterek przesuwający po niebie fantastyczne (jak to w Estonii) niskie chmury, a wynurzające się na linii horyzontu, w miarę płynięcia, drzewa dowodziły kulistości naszej Matki Ziemi. Sprzyjająca pogoda pozwoliła nam na zupełnym luzie wpłynąć w uchodzącą do tego giganta rzekę Õhne i dotrzeć nią do Suislepy (zabytkowy dwór i wiatrak). Kolejny dzień był pogodowo również bardzo łaskawy, tylko poziom wody w jeziorze był co najmniej pół metra niższy niż zazwyczaj (widać to było po stojących na suchym praktycznie lądzie trzcinach), więc poza samym ujściem rzeki Tarvastu nie bardzo można było w nią wpłynąć i następny dzień upłynął na lenistwie lub łazikowaniu do niezbyt odległej miejscowości Mustla (kościół i knajpa, więc dla każdego coś miłego).

Kolejnego dnia scenariusz pisała pogoda i decyzje komandora. Zaczęło wiać i po godzinie mieliśmy na dużym i płytkim jeziorze niezbyt przyjemną boczną falę bujającą kajakami (niektóre były bardzo przeładowane, a jedynka prowadzącej była bez steru). Płynięcie, choć trudne, było możliwe z niewielkim ryzykiem, no ale nikt nie był w stanie przewidzieć jak będzie się zmieniać pogoda, a potrafi w tych okolicach zrobić to gwałtownie (impreza nr 5 w roku 2004 oraz nr 1 w 2005). Prawdopodobnie mając te wydarzenia w pamięci prowadząca zdecydowała się czekać kilka godzin w przybrzeżnych szuwarach, gdzie byliśmy osłonięci nieco od wiatru. Ponieważ nic się nie zmieniało, więc dokonaliśmy ostatecznie pieszej inwazji na odległy o 50 m brzeg przez 2-metrowej wysokości szuwary, co było możliwe dzięki niskiemu poziomowi wody w jeziorze. Wydeptana przez nas ścieżka w wysokich trzcinach była bardzo malownicza, choć szybko stała się błotnista. Naszym zamiarem było przeczekanie krótkiej nocy przy ognisku i wyruszenie o świcie, kiedy zwykle wiatr cichnie. Dlatego większość nie rozstawiała namiotów, zresztą miejsca nie było pod nie zbyt wiele, choć leśny zakątek z wielkimi głazami był bardzo przytulny i od lat nikt (poza zwierzętami) go nie odwiedzał ani z wody ani z lądu. O północy zaczęło kapać, a wiatr zaczął duć z jeszcze większą siłą. Okazało się na tym pikniku, że spać można w zasadzie wszędzie: na stołeczku wędkarskim przy ognisku, w kajaku, na głazach itp. W rezultacie spędziliśmy w tym miejscu dobę (w międzyczasie zatankowaliśmy wodę pitną w najbliższej zagrodzie, oddzielonej od nas kilometrowym pasem dżungli, którą nikt, poza dzikimi zwierzętami nie przemierzał. Przedarcie się przez nią ułatwiła nam ścieżka wydeptana przez dziki nad brzegiem jeziora, ale z 200 m , to było przedzieranie się na azymut i było to najdłuższe 200 m w moim życiu. Przed kolejnym wieczorem wiatr ucichł prawie zupełnie, więc spuściliśmy kajaki na wodę (niektórzy musieli zwijać namioty które rozstawili zaledwie dwie godziny wcześniej – taki element „Drawy Szkoleniowej” wyszedł niechcący naumyślnie) i popłynęliśmy do Valmy (tylko 6 km) na ostatni już na tym spływie biwak. Choć niektórzy z pewnością na początku po cichu sarkali na pomysły prowadzącej urządzenia nocnego pikniku a nie płynięcia dalej, to na koniec wszyscy musieli przyznać, że bez wydarzeń rozgrywających się tam (N: 58,32735 i E: 25,92162) i wtedy, spływ jako impreza towarzysko-inspirujaco-wspomnieniowa więcej by stracił niż zyskał. Nie będę nic więcej o tym pisał, bo dzięki temu każdy uczestnik będzie miał swoje wspomnienia i niech tak pozostanie.

Dwa dni zabrała nam pogoda, jeden dzień spływowe lenistwo połączone z pędem krajoznawczym, półtora dnia uciążliwość rzeki na początku, więc ambitne początkowe plany dotarcia kajakami przez Felin (Viljandi) pod Parnawę nie mogły być zrealizowane. Ostatnie dni wykorzystaliśmy na kajakową penetrację dolnego biegu rzeki Tänassilma oraz wycieczki do pobliskiego Felina (Viljandi) – pięknie położonego miasta rejonowego z ruinami zamku na wysokim urwisku wznoszącym się nad rynnowym jeziorem o tej samej nazwie. Przyznam się, że w tej części Europy tak dogodnych warunków naturalnych do usytuowania średniowiecznej twierdzy nie widziałem. To naprawdę warto zobaczyć, zwłaszcza że pod murami i w ich obrębie rozgrywała się również część naszej polskiej historii.

Uczestnicy

Na imprezie poza Polakami była 12-osobowa grupa rodowitych Szwedów, co odcisnęło się bardzo pozytywnie na przebiegu imprezy i w ogóle i w szczególe. Zróżnicowani wiekowo i płciowo, globtroterzy, doskonale zorganizowani i zarazem wyluzowani, dopytujący się o szczegóły (pytania co i jak, a nie dlaczego), nastawieni prospołecznie, z dużym poczuciem humoru. Jakiż kontrast w porównaniu z jakże częstym naszym polskim warcholstwem (nie chcę ani drugiej Polski {Gierek}, ani Japonii {Wałęsa}, ani Irlandii {Tusk} tylko Szwecji), chociaż jak wszędzie znalazł się wśród nich taki, co wyraźnie negatywnie do nich nie pasował. Dwie nacje na jednym spływie działały na siebie bardzo inspirująco w części rozrywkowej wieczornych ognisk – było super i nic na to nie poradzę, że impreza ta, podobnie jak i następna (zwiedzanie części Estonii z wykorzystaniem autokaru) będzie mi się przede wszystkim kojarzyć z udziałem w niej Szwedów.

To se ne vrati

Pewnie tak powiedzieli by nasi południowi sąsiedzi na to co ujrzałem na początku imprezy przy okazji przejmowania kajaków od poprzedniego spływu kilka kilometrów przed ujściem Gauji do Zatoki Ryskiej. W miejscu , gdzie w uroczym sosnowym lesie spędziłem łącznie pięć nocy (ostatnią 3 lata wcześniej – relacja z imprezy nr 5a w oku 2004), w tym pierwszą w ogóle na Łotwie 10 lat wcześniej, wyrastała już budowana willa jako jeden z wielu rezultatów masowej wyprzedaży co atrakcyjniejszych pod względem położenia parceli. Z nostalgii za utraconym nawet autokar zakopał się w piachu – dobrze, że znalazł się spychacz i go wyciągnął aż za 40 łotewskich łatów (250 PLN). Dowiedzieliśmy się za to, że kolejny spływ na Gauji w tym roku trzeba spróbować zakończyć bliżej morza na lewym brzegu rzeki – co zresztą z dobrym skutkiem się udało (wyprzedzając nieco rozwój wydarzeń).

 

Jan P. Kramek

Autorzy zamieszczonych tutaj zdjęć: Elżbieta Zielińska, Barbara Sadowska, Jan Kramek, Barbara Trzpil, Aleksander Łukaniewicz, Katarzyna Kramek, Anna Kowalska-Kramek.

Ostatnia modyfikacja: 2010-12-17
2007_04_07-14_01_e 2007_04_07-14_04_e 2007_04_07-14_08_b 2007_04_07-14_09_e 2007_04_07-14_10_e 2007_04_07-14_11_e 2007_04_07-14_12_e 2007_04_07-14_13_e 2007_04_07-15_00_b 2007_04_07-15_01 2007_04_07-15_02_e 2007_04_07-15_05 2007_04_07-15_06_c 2007_04_07-15_07 2007_04_07-15_08_e 2007_04_07-15_10 2007_04_07-15_14 2007_04_07-15_16_e 2007_04_07-15_17_e 2007_04_07-15_18_e 2007_04_07-15_20 2007_04_07-15_22_e 2007_04_07-16_02_b 2007_04_07-16_03 2007_04_07-16_05 2007_04_07-16_06 2007_04_07-16_07 2007_04_07-16_11 2007_04_07-16_13 2007_04_07-16_14 2007_04_07-16_20_e 2007_04_07-16_21_e 2007_04_07-16_22_c 2007_04_07-16_26_c 2007_04_07-16_32_e 2007_04_07-16_33_e 2007_04_07-16_34_e 2007_04_07-16_35_e 2007_04_07-16_36_e Autosave-File vom d-lab2/3 der AgfaPhoto GmbH Autosave-File vom d-lab2/3 der AgfaPhoto GmbH Autosave-File vom d-lab2/3 der AgfaPhoto GmbH Autosave-File vom d-lab2/3 der AgfaPhoto GmbH 2007_04_07-17_01_b 2007_04_07-17_04 2007_04_07-17_05_e 2007_04_07-17_10_c 2007_04_07-17_11_c 2007_04_07-17_12_e 2007_04_07-17_13_e 2007_04_07-18_03 2007_04_07-18_05_c 2007_04_07-18_06_c 2007_04_07-18_07 2007_04_07-18_09 2007_04_07-18_14 2007_04_07-18_15 2007_04_07-18_16_e 2007_04_07-18_17_e 2007_04_07-18_18_b 2007_04_07-18_19_b 2007_04_07-18_22_c 2007_04_07-18_23_b 2007_04_07-18_24_e 2007_04_07-18_25 2007_04_07-18_27_e 2007_04_07-18_28 2007_04_07-18_30_e 2007_04_07-18_31_e 2007_04_07-18_32_e 2007_04_07-18_34_b 2007_04_07-18_37_b 2007_04_07-19_01_c 2007_04_07-19_03 2007_04_07-19_05 2007_04_07-19_06 2007_04_07-19_07_c 2007_04_07-19_10 2007_04_07-19_12 2007_04_07-19_14 2007_04_07-19_15 2007_04_07-19_19_e 2007_04_07-20_01_b 2007_04_07-20_02 2007_04_07-20_05_e 2007_04_07-20_06_c 2007_04_07-20_10_b 2007_04_07-20_13_b 2007_04_07-20_17_b 2007_04_07-20_19 2007_04_07-20_20 2007_04_07-20_23_e 2007_04_07-20_25_e 2007_04_07-20_29_e Autosave-File vom d-lab2/3 der AgfaPhoto GmbH 2007_04_07-20_33_c 2007_04_07-20_39_b 2007_04_07-20_40_b 2007_04_07-21_01 2007_04_07-21_04_b 2007_04_07-21_07_b 2007_04_07-21_08_b 2007_04_07-21_09_b 2007_04_07-21_10_b 2007_04_07-21_11_b 2007_04_07-21_12_e 2007_04_07-21_13_e 2007_04_07-21_14_e 2007_04_07-21_20_b 2007_04_07-21_23_e 2007_04_07-21_24_b 2007_04_07-21_26_c 2007_04_07-21_28 2007_04_07-21_29_b 2007_04_07-21_33_e 2007_04_07-21_37_e 2007_04_07-21_43 2007_04_07-22_01 2007_04_07-22_06_b 2007_04_07-22_07_b 2007_04_07-22_08_b 2007_04_07-22_09_b 2007_04_07-22_10_e 2007_04_07-22_16_b 2007_04_07-22_17_c 2007_04_07-22_18_b 2007_04_07-22_28_c 2007_04_07-23_04_b 2007_04_07-23_05_b 2007_04_07-23_06_b 2007_04_07-23_07_b 2007_04_07-23_09 2007_04_07-24_01_c 2007_04_07-24_02_b 2007_04_07-24_03_b 2007_04_07-24_03_c2 2007_04_07-24_04_b 2007_04_07-24_05_b 2007_04_07-24_07_e 2007_04_07-24_08_c 2007_04_07-24_12_b 2007_04_07-24_14_e 2007_04_07-24_15_e 2007_04_07-25_01_c 2007_04_07-25_02_c 2007_04_07-25_03_c 2007_04_07-25_04_c Autosave-File vom d-lab2/3 der AgfaPhoto GmbH 2007_04_07-25_07_b 2007_04_07-25_08_b 2007_04_07-26_01_b 2007_04_07-26_02_b 2007_04_07-26_03_b 2007_04_07-26_05_b 2007_04_07-26_07_e 2007_04_07-26_08_b 2007_04_07-26_09_b 2007_04_07-26_14_c 2007_04_07-26_16 2007_04_07-26_18_e 2007_04_07-26_22_e 2007_04_07-26_25_c 2007_04_07-26_28_e 2007_04_07-26_36_e 2007_04_07-26_37_e 2007_04_07-26_38_e 2007_04_07-26_39_e 2007_04_07-26_40_e 2007_04_07-26_43_e 2007_04_07-26_44_e 2007_04_07-26_45_e 2007_04_07-26_46_e 2007_04_07-26_48_c 2007_04_07-27_04_b 2007_04_07-27_06_e 2007_04_07-27_13 2007_04_07-27_14 2007_04_07-27_15 2007_04_07-27_16 2007_04_07-27_28 2007_04_07-27_29 2007_04_07-27_35 2007_04_07-27_36_e 2007_04_07-28_01_b 2007_04_07-28_06_b 2007_04_07-28_08_b 2007_04_07-28_09_b 2007_04_07-28_10_b 2007_04_07-28_11_b 2007_04_07-28_13_b 2007_04_07-28_15_b 2007_04_07-28_16_b 2007_04_07-28_17_b 2007_04_07-28_18_b