Archiwum imprez | 2007 | 6. XIII Nadbałtyckie LatoProwadzący: Krzysztof Zubek Termin: 11 - 26.08.2007 Kraje: Łotwa - Vidzeme Trasa: rzeka Gauja od Randati (280,5 km) do Zatoki Ryskiej Refleksje uczestnika Co nam zostało z tamtych lat?, można by zapytać autora przewodnika kajakowego po Gauji, gdyby to nie sam pytający był jego autorem. Choć już dwukrotnie po 1997 roku powracałem na Gauję (od ujścia Brasli w 2003 roku oraz od ujścia Tirzy do Gaujieny w 2004), to jednak były to powroty krótkie (w Kalendarium imprezy nr 2 w 2003 i 2004 roku), a ten był dwutygodniowy i jak to przy powrotach bywa: niby wszystko podobne, ale jakoś takie inne. Opowiedzmy jednak wszystko po kolei. Początek … 10 lat wcześniej (w Kalendarium imprezy nr 1 i 2 w 1997 roku) z poprzednim spływem dopłynąłem po prostu do Gaujieny, skąd z następnym spływem ruszyłem dalej. Tym razem przyjechałem prosto z Warszawy na wypatrzone przed trzema laty miejsce przy zagrodzie i urwisku Randati nieco powyżej mostu na Gauji w Vireši. Kierownictwo z uczestnikami pozostało, a ja z dwoma kierowcami pojechałem dalej po sprzęt i poprzednią grupę do Estonii. Rzecz pewnie nie warta byłaby wzmianki, gdyby nie fakt, że przy tej okazji wjechaliśmy windą na górę wieży widokowej postawionej na szczycie najwyższego (318 m npm) wzniesienia w Estonii – Suur Munamägi (pol. Wzgórze Wielkie Jajo). Wybudowana wieża umożliwia zobaczenie czegokolwiek, gdyż wzgórze porośnięte jest starym i dorodnym lasem świerkowym. Panorama jest niczego sobie. Poziom wody i biwaki W przeciwieństwie do stanu z roku 1997 wody było mało, oj mało. Gauja niosła wolno i trzeba się było nieźle w upale wiosłami namachać oraz na zmienny nurt pilnie baczyć. Ale jakie plaże się poodsłaniały, a i gdzieniegdzie jakieś dodatkowe małe bystrza się pojawiły. Niski stan wody był również przyczyną lekkiego, na szczęście, odczuwania zrzutów ścieków za Wolmarem i Kiesią. Przepłynięcie toru slalomowego w Wolmarze nie sprawiało żadnej trudności, choć i tak jedna załoga zaliczyła kabinę. Odnotowaliśmy również dość niedawne przerwanie zakola na 228 kilometrze Gauji na terenie Parku Krajobrazowego Północna Gauja (Zemeļgauja). Utworzony w ramach programu Natura 2000 przed wejściem Łotwy do Unii Europejskiej w 2004 roku. Obejmuje północną część doliny Gauji od 301 km aż do jej 146,6 km, to jest do granic administracyjnych miasta Valmiera. Dla turysty z Polski jest to odcinek nie mniej atrakcyjny i urozmaicony niż poniżej Valmiery w Parku Narodowym Gauja (GNP), a na dodatek dużo dłuższy. Na terenie Zemeļgauja zlokalizowano kilka wyznaczonych miejsc biwakowych (przed 10 laty ich nie było) z możliwością dojazdu samochodu (ale nie autokaru). Niestety są one zwykle niewielkie, ale innych miejsc dogodnych do biwakowania nie brakuje. Niestety w 2007 roku system biwaków w Parku Narodowym Gauja zorganizowany w czasach ZSRR zaczął ulegać już destrukcji. Drugi rok z rzędu nikt nad nimi nie miał pieczy (poprzednio robiły to nadleśnictwa), więc infrastruktura biwakowa ulegała dewastacji. Nikt nie dowoził drewna na ogniska, więc okoliczna roślinność była niszczona. Pojawiły się rozrzucone śmieci, jeden biwak został skasowany, na wielu innych, przeznaczonych wcześniej wyłącznie dla turystów wodnych, dopuszczono wjazd samochodów, przez co uległy dewastacji. Inne z kolei położone na erozyjnych brzegach uległy zmniejszeniu i dostęp z wody stał się jeszcze trudniejszy, więc zaczęły zarastać. W 2009 roku obraz był jeszcze gorszy. Smutno się robi po prostu. Biwak nr 1 Vitoli został zwyczajnie skasowany, a taki był piękny i rozległy oraz korzystnie za Valmierą położony. Biwak nr 17 Vējupite przestał praktycznie istnieć (jak tam było pięknie), a kolejny nr 18 Sigulda został przez samochody zdewastowany, co spowodowało przytopienie namiotu kierownictwa przez nocną ulewę – nocne prace irygacyjne były imponujące. Dwa lata później na innym biwaku w Siguldzie spotkało mnie to samo – scyzoryk się otwiera po prostu. Jakby tego było mało, pobliska knajpa przestała funkcjonować i dwa lata później nic się nie zmieniło jeśli nie liczyć bardziej zniszczonego upływem czasu budynku. Co dla mnie nowego? Niski poziom wody w Gauji odsłonił gigantyczną zwałkę przy ujściu jej dopływu Vija. Takich to nawet na Tirzie (innym dopływie) nie było. Co też musi się tutaj dziać w czasie wiosennego przyboru wód. Miasteczko Strenči zapamiętałem zupełnie inaczej, a teraz sprawiało dużo lepsze wrażenie, jak przystało na dawną stolicę flisaków. Historyczna Kieś też przeszła mały lifting i jej wygląd się poprawił. Niestety w Valmierze po stylowej restauracji przy ruinach zamku (jadłem tam najlepszą na Łotwie solankę) nie pozostało już śladu. Na jej miejscu jest droga włoska restauracja ze smakiem potraw odwrotnie proporcjonalnym do wyśrubowanych cen. Kolejka linowa w Siguldzie otrzymała po remoncie nowe wagoniki i częściowo odbudowano ruiny zamku w Krimuldzie. Po raz pierwszy miałem okazję podziwiać 800-letni dąb Simanienu – poprzednim razem nie było tej sposobności. Również po raz pierwszy byłem na grodzisku Kvēpene i przy dębie Sateklas (w obwodzie 5.65 m) – został uwieczniony na banknocie, gdyż jest rzadkiej urody i na dodatek jest pięknie położony przy starożytnej samotnej zagrodzie, gdzie czas się zatrzymał przynajmniej 100 lat temu. Za trzecim podejściem dopłynąłem wreszcie Gaują do samego morza i rzecz jasna nie mogłem być rozczarowany, chociaż na Łotwie wypływałem na morze zarówno piękniejszymi (Irbe 2006 r.) jak i potężniejszymi rzekami (Lielupe 2001 r.). Przy tej okazji pozytywnie zweryfikowaliśmy położone najbliżej morza (3,5 km) miejsce biwakowe nad Gaują na jej lewym brzegu. Piesze romantyczne wędrówki nad morze i do knajpy w pobliskiej Carnikavie były godnym zakończeniem kolejnej imprezy na Gauji, która choć odarta już przed wielu laty z aury tajemniczości zawsze warta jest kajakowego grzechu. W tym miejscu trzeba wspomnieć, że kierownictwo imprezy było na Gauji po raz pierwszy już w 1996 roku i też doskonale wiedziało co czyni płynąc po 11 latach Gaują po raz drugi. Powrót Wracając do Polski spędziliśmy jeden dzień w Rydze. Dokonaliśmy symbolicznej (ceny!!!) konsumpcji w restauracji Rozengrals urządzonej w średniowiecznym stylu i takowych wnętrzach. Poszwendaliśmy się po raz kolejny po uroczej starówce, ale po raz pierwszy zwiedziliśmy zamek, gdzie znajduje się również muzeum (poza siedzibą prezydenta Łotwy). Liczna grupa odwiedziła też skansen na przedmieściach Rygi.
Jan P. Kramek Autorzy zdjęć: Jan P. Kramek, Janusz Józef ”Kaziuk” Naskalski, Krzysztof Zubek, Katarzyna Wróblewska. Ostatnia modyfikacja: 2011-03-29 |
| ||
|