Archiwum imprez | 2007 | 2. X Nadbałtycka WiosnaProwadzący: Jan Kramek Termin: 2 - 9.06.2007 Kraje: Litwa - Dzukija Trasa: rzeki: Wisińcza, Solcza, Mereczanka i Niemen od Solecznik Małych do Druskininkai Część rekonesansowa Rzeka Wisińcza. Refleksje prowadzącego Na początek gorzkie żale. Po 5 latach mojej niebytności w Wilnie stwierdziłem, że niewiele już z kresowej atmosfery tego miasta zostało. Sklepy wyrzucone z centrum, wiele kavine barasów również, a w pozostałych urządzono jakieś argentyńskie, węgierskie i inne knajpy, nawet w lokalu w zaułku Św. Mikołaja, gdzie zawsze zaglądały polskie wycieczki ze względu na regionalną, litewską kuchnię. Wszędzie królują banki, a na prawym brzegu Wilii wyrasta koszmarne nowe Wileńskie City. Chyba nawet Sowieci tak nie zdemolowali tego miasta, za jaki grzechy się pytam? Zresztą z Warszawą postępuje się wcale nie lepiej, ale przynajmniej wiem za jakie grzechy – grzechy naszego zaniechania. Trzeba jeszcze dodać, że dolny zamek został już w całości odbudowany (przynajmniej bryła), a wjazd na wieżę telewizyjną i pobyt na obrotowym tarasie gastronomiczno-widokowym był bardzo dobrym pomysłem pomimo niezbyt dobrej pogody i widoczności Cóż można po latach oryginalnego i ciekawego o spływie napisać? Że pięknie było, no było. Rekordowe upały po niezbyt zachęcającym pogodowo początku i to takie, że po porannej biwakowej krzątaninie trzeba było przed wejściem do kajaka zanurzyć się z głową w chłodnej wodzie, aby dalej jakoś szło wytrzymać i to przy nieśpiesznym wiosłowaniu, chociaż na tygodniowej imprezie z tego cyklu zostawiliśmy za sobą jak do tej pory (2010 r.) najwięcej kilometrów, bo aż 176,7. Zupełnie niechcący uczciliśmy w ten sposób jubileuszową, bo dziesiątą Nadbałtycką Wiosnę. A tak poza tym, to mieliśmy czym świętować, gdyż na tej właśnie imprezie po raz pierwszy pojawił się w naszym gronie wytwórca najlepszej od Uralu po Lizbonę – mniam, mniam wiśniówki. Tylko dlaczego tak późno. Ze względu na różną wielkość i charakter rzek trasa spływu była bardzo urozmaicona, a okolice bardzo lesiste. W końcu są tutaj największe skupiska lasów na Litwie. Na całej trasie, poza mostkami i mostami, rzeki zachowały swój całkowicie naturalny charakter – żadnych obiektów hydrotechnicznych , czy śladów regulacji i profilowania koryt rzek nie napotkamy. Pięknie po prostu. Wisińcza jest małą, niezwykle krętą rzeką wijącą się w nieckowatej (miejscami podbagnionej) dolinie, więc często podpływającą do ściany lasu. W czasie powodzi w sierpniu 2005 roku podobno cała dolina była wypełniona wodą (byliśmy wtedy nad Jurą na Żmudzi) i spływ, który odbywał się w tych okolicach zamienił się w imprezę wodną na orientację – wiele załóg podobno się pogubiło, więc wesoło było na swój sposób. W korycie napotkaliśmy nieco zwalonych drzew, ale żadnych monstrualnych zwałek nie było. Bodaj że dwukrotnie tylko musieliśmy kajaki przeciągać brzegiem z powodu niskich mostków. Doskonałe miejsce na spływy szkoleniowe dla kursantów. Po Wisińczy Solcza zasługuje na miano już dostojnej rzeki, chociaż w stosunku do szerszego koryta dalej kręci niemiłosiernie i dla urozmaicenia pojawiają się wśród puszczy odcinki o górskawym charakterze. Żadnych drzew leżących w korycie i wymagających szczególnej gimnastyki nie napotkamy. Po czterech latach stwierdziłem z niejakim ubolewaniem, że ujście Solczy do Mereczanki chociaż dalej godne zachwytu, to nie jest już tak malownicze – żmudna praca rzek robi swoje, a jak wiadomo jej nadmiar nikomu nie wychodzi na zdrowie. Odcinek do ujścia Uły płynąłem po raz drugi, a dalej po raz trzeci i nie żałuję – każdemu można tę rzekę polecić. W okrutnym upale Niemen nie wszystkim przypadł do gustu – mętna woda i pewnie niezbyt czysta oraz cienia ani, ani. Ale mnie się bardzo podobał jak zwykle – w ostatnich ośmiu sezonach płynąłem tym krótkim odcinkiem już po raz czwarty wyrównując ustanowiony przed 25 laty rekord z pobytów na Międzynarodowym Spływie Kajakowym na Dunajcu. Na koniec wypadałoby jeszcze wspomnieć o cudnej urody pagórkowatej okolicy, przez którą przejeżdżaliśmy przed Mereczem odjeżdżając znad Niemna w sakramenckim sobotnim upale. No ale przynajmniej wygrzaliśmy się po mroźnych nocach miesiąc wcześniej na południu nad Stryjem na Ukrainie. Fotografie tutaj zamieszczone są dziełem autora oraz Zbigniewa T. z Poznania, Wojciecha F. z Radomia, Barbary T. z Warszawy, Waldemara O. z Wołomina i Aleksandra Ł. z Warszawy. O ile sobie dobrze przypominam, to wszyscy bez wyjątku wracali ba..ardzo zadowoleni i humorów nie popsuł nawet brak dostępu do knajpy w Wiejsiejach – była cała zarezerwowana na przyjęcie weselne. Na następny spływ kajaki pojadą już na nowej, dużo lepszej przyczepie. Więcej szczegółów w zamieszczonej relacji. Ostatnia modyfikacja: 2010-12-17 |
| ||
|